Hilldaria - część I

(Glek) Jego wzrok przykuło nurkowanie dziwnych maszyn

- W nogi ludzie, w nogi! - krzyknął, biegnąc w stronę karczmy.

(Jatutylkospamie) Dość szybko wytrzeźwiał. Automatycznie cofnął się do karczmy. Nie miał zamiaru używać czarnej magi w takim miejscu, nawet jak wiązało się to z ofiarami.

(Steryde-Q) Tamlaer wypowiedział pod nosem zaklęcie by dodać sobie szybkości po czym oddalił się kawałek od miejsca, w które nurkowały obiekty by spokojnie czekać na rozwój sytuacji.

(Karagni) Wędrowała po uliczkach miasta, kiedy zauważyła zgromadzenie na rynku. Zaczęła iść tamtą stronę, lecz nagle ludzie zaczęli panikować. Coś się nie zgadzało, taka ilość osób nie mogła wywołać takiego hałasu. Spojrzała w górę w porę dostrzegłszy latający obiekt.

(Tragiczny Romantyk) W jednej chwili tłum rozdzielił się na parę grup i krzycząc zaczął uciekać głównymi ulicami miasta.

- Gdzie są ci cholerni magowie!? Wrzeszczali niektórzy widząc, że maszyny zmierzają w ich stronę. Oni nie chcieli zniszczyć rynku. Oni po prostu chcieli wyrżnąć ludność.

(Glek) Uchylił lekko drzwi od karczmy po czym jedno oko uchylił, by przyjrzeć się sytuacji, trzymając w tym czasie za klamkę od drzwi by mieć osłonę na wszelki wypadek. Drugą ręką wyjął toporek.

(Jatutylkospamie) Spoglądał przez okno. Miecz trzymał w pogotowiu. Czekał. Sam nie wiedział na co. Liczył że robotę wykonają za niego magowie, ale z drugiej strony posiekałby paru ludzi.

(Karagni) Uniosła rękę w górę i połączywszy białą magię oraz iluzję wystrzeliła oślepiająco biały promień światła. Nie mogła nim zranić, lecz nie o to jej chodziło. Jeżeli atakujący zostaną oślepieni, to możliwe, że ludzie uciekną.

(Aische) Jak się okazało nie była to najlepsza pora na spacer. Gdy tylko dotarła w okolice karczmy, zastała wepchnięta w tłum gapiów, jak idioci wpatrujących się latające obiekty.

(Tragiczny Romantyk) Karagni: Twój strumień zadział, jednak efekt nie był taki jaki oczekiwałaś. Piloci zostali oślepieni i zamiast ludzi uderzyli w plac niszcząc przy tym metre kwadratowe pięknej, białej kostki. Chociaż lepsza to niż strata kilkudziesięciu cywili.

(Steryde-Q) Ratować ich czy zostawić? Po chwili namysłu zaczął wypowiadać zaklęcie...

(Glek) Puścił klamkę po czym ułożył palcami kilka znaków a po chwili jego ręką zaczęła iskrzeć. Pchnął barkiem drzwi, chwila rozeznania, po czym cisnął w stronę maszyn lancę błyskawicy.

(Steryde-Q) Zaklęcie zadziałalo i nad rynkiem ruszył się wiatr. Może nie jest to czego oczekiwałem ale na pewno utrudni im poruszanie. Zaklęcie było bardzo wyczerpujące dla młodego Tamlaera.

(Olaice) Wybiegła z budynku słysząc krzyki. Zamarła na chwile, zastanawiając się co się dzieje.

(Karagni) Wiedza o tym z czym walczy bardzo by jej pomogła. Musiała jednak zająć się przestraszonymi ludźmi.

- Skryć się do kanałów lub między zabudowania, które nie grożą zawaleniem. - Wykrzykiwała do pobliskich ludzi uwalniając jak najmniejsze ilości magii umysłu mające uspokajać. Musiała się jednak oszczędzać, nie wiedziała ile potrwa walka. Kiedy inni się oddalili pobiegła w stronę rozbitych wraków.

(Erachat) Poczuł podmuch wiatru i następnie cisnął piaskiem w śmigła tych dziwnych maszyn. Chciał trafić 3 maszyny, trafił w jedną. Dla bezpieczeństwa skrył się za jakimś budynkiem i zaczął tworzyć kulę piaskową.

(Glieve) Wystarczyło minąć kilka magazynów, by znaleźć się na placu tuż przed bramą, za którą znajdowało się miasto. Na ubitym piachu stała już uzbrojona po zęby grupka, w tym Beverg i Qim wezwani przez Ironhawka wcześniej. Pierwszy był starszym od Asherga wojownikiem z posiwiałymi włosami i gęstą brodą. Na kanciastej mordzie miał już kilka zmarszczek, a z pewnym siebie uśmiechem wyglądał jak dobry wujaszek. W sumie charakter miał podobny, co było widać w jego szarych oczach. Miał porządnej jakości pancerz z ciemnej stali i wytartymi już pozłacanymi zdobieniami. Na plecach spoczywał jego dwuręczny flamberg. O dziwo był jeszcze większy od Ironhawka, a stojąca obok niego postać wyglądała przy nim jak karzeł. Qim w zasadzie była drobna, ale była najbardziej utalentowanym i najwierniejszym z jego sług. Zabójczyni ubrana była w czarne spodnie z obszernymi nogawkami, tego samego koloru buty z wysoką cholewą, ciemnoszarą skórzaną kamizelkę z kapturem oraz czarny płaszcz do połowy ud. Diabeł jeden wiedział ile miała pochowanych ostrzy na skórzanych pasach na piersi, biodrach i udach. Miała około siedemnaście lat i była całkiem ładna, jeżeli komuś odpowiadał jej chłodny wyraz twarzy. Blada, z krótkimi kasztanowymi włosami, których grzywka opadała jej prawie na brązowe oczy. Kobiecych krągłości jednak jej los poskąpił, choć te mogły jej jedynie przeszkadzać w błyskawicznej eliminacji celów.

(Aische) Przez chwilę chciała nawet rzucić jakieś zaklęcie z dziedziny powietrza. W końcu jednak wygrał egoizm, nałożyła na siebie magiczną tarczę i zaczęła siłą przebijać się przez tłum.

(Olaice) Z ziemi zaczęło rosnąc drzewo. Jak na drzewo rosło dość szybko, miało mocny pień i rozłożyste gałęzie. Nieco zniszczyło drogę, ale chyba nie to było teraz ważne... Gdyby ludzie schowali sie za nim lub pod nim byliby bezpieczni...

(Erachat) Drzewo?! Postanowił na niego wejść, żeby mieć lepszy pogląd na sytuację. Zaczął do niego biec, nadal utrzymując kulę z piasku. Dawno się tak nie namęczył.

(Jatutylkospamie) Wypil kielich i wyszedl na zewnatrz. Natychmiast pobiegl w kierunku rozbitych maszyn. Chcial dobic atakujacych. Tak tez zrobil. Dobil jednego bedacego wciaz oszolomiony wroga. Wypatrywal kolejnych latwych celow.

(Tragiczny Romantyk) Paru samobójców wleciało w drzewo, które niespodziewanie wyrosło z ulicy miasta niszcząc przy tym pare gałęzi.

- To magowie! Zawołał ktoś z tłumów. Teraz oddziały lotników celowały w was, młodych, niedoświadczonych magów z żądzą mordu w oczach.