Hilldaria - część I

(Steryde-Q) Erachat: Bez problemu podskoczył i uniknął ciosu. W kontraataku mierzył w miejsce poniżej serca.

(Jatutylkospamie) Uderzyl mieczen w mocowanie wlazu. Te pekly. Chwycil drewno i uzyl jako darczy. Zaszarzowal. Natychmiwst tez stworzyl iluzje rosnacego przed nim drewnianego muru.

(Erachat) Steryde-Q: Przeciwnik się zachwiał. Zanim padł na ziemię zdążył cię uderzyć kulą ziemi. Małą, niestabilną. Ale jednak cię przewróciła.

Karagni: Kiedy już byłaś na dachu zauważyłaś paru lotników na dachach nieopodal. Wszyscy mieli kusze.

Spam: Kusznik był zdezorientowany. Wyjął małą buteleczkę tego chemicznego syfu i rzucił w iluzję muru.

(Glek) Na jego ciele pojawiła się gęsia skórka. Puścił go po czym powiedział.

- Do zobaczenia w lepszym świecie.

Skinął lekko głową, po czym ostatek wody jaki miał podał mu w najmniej zwęglone miejsce na ciele, wykonał kilka znaków drugą ręką, następnie cisnął w niego niewielkim strumieniem błyskawicy.

(Steryde-Q) Z trudem ale podniósł się i podskoczył do przeciwnika by zadać ostateczny cios.

(Karagni) Artystycznie rozłożyła ręce, po czym iluzją wytworzyła w nich kule ognia. Cisnęła nimi prosto w kuszników.

(Jatutylkospamie) Zrobil szybki zwrot. Obiegl miejsce uderzenia butelki i ruszyl na wroga. Ten mial malo czasu na reakcje. Stalowe ostrze trafilo jego twarz.

(Erachat) WSZYSCY: Pozbyliście się agresorów. Magowie medycy już odciągnęli rannych i zabitych. Drzewo przestało się palić, w przeciwieństwie do kamienic dookoła. WG: Gustav zachował niewielką ilość piasku i przestał gasić ogień. To nie była jego robota. - JESZCZE JEDEN! - krzyknął. Rzeczywiście, leciała największa maszyna. Zrzuciła na środek rynku ogromne jajo z metalu.

(Glieve) Dotarcie do celu zajęło im dziesięć minut. Zatrzymali się kilka uliczek od budynku, w którym przesiadywali ich dłużnicy. Należało omówić plan działaś. Ironhawk zwrócił się do dziewczyny po swojej prawej:

- Qim, zabierz dwójkę na tyły i wedrzyjcie się po cichu do środka. Będziecie mieć dziesięć minut, a wtedy my wkroczymy od frontu. Pójdę przodem, a Beverg tuż za mną. W środku się rozdzielimy. Gdy dam sygnał, wyskakujemy i atakujemy resztę.

Był to jeden ze standardowych planów w takich sytuacjach toteż nie trzeba było tego dłużej wyjaśniać, a czas ich naglił. Mieli do czynienia z totalnymi amatorami, o czym świadczył nawet czyn jakiego się dopuścili. Dlatego też wszyscy zgodnie kiwnęli głowami. Qim machnęła tylko ręką zabierając swoich dwóch podopiecznych, by przygotować zasadzkę, a Irohawkowi i reszcie nie zostało nic więcej, jak poczekać wyznaczony czas w cieniu pobliskiego domostwa.

(Jatutylkospamie) Chwycil kusze wroga i jego kolczan. Usiadl na dachu. Zmecz sie ta bieganina.

(Glek) Obok Ru'getmu, stała niezniszczona jeszcze fontanna. Podbiegł do niej l, nabrał trochę wody, wytworzył kulę, w drugiej ręcę błyskawice po czym skierował wzrok na jajo.

(Nirameja) Siedziała przez dłuższą chwilę sama, na jednym z portowych dachów. Nadal nie zdejmowała przebrania, tak bardzo się z nim zżyła. Ziewnęła cicho i uśmiechnęła się sama do siebie, dopiero co wstała, a już ma ochotę iść spać. Wyciągnęła z torby małą butelkę rumu i zaczęła ją sobie sączyć w samotności myśląc co dalej.

(Limenhu) - Jesteś głupkiem, Elmo, jesteś głupkiem - psioczył pod nosem, idąc śmierdzącą uliczką wzdłuż molo. Było późno, żeby nie powiedzieć; bardzo późno. Dryblasy często kołyszące się na boki zniknęły, a ich miejsce zajęły coraz to bardziej kurczące się cienie. Nie każda pochodnia miała dotrwać do świtu. - Ostatni raz coś takiego robisz - dodał, czując... coś. Rozejrzał się dookoła mrużąc przy tym oczy. Nie wiedział czemu tak zrobił; może to było przyzwyczajenie, a może zupełnie coś innego. - Nikogo tutaj nie ma, jest środek nocy.

Kłócąca się para ludzi nie była niczym nowym. Kiedy gość chodził z kapturem na łbie, mamroczący coś pod nosem i kręcąc się niedaleko zacumowanych statków musiał zwrócić uwagę. Nawet jeśli noc była głucha i pełna strachów.

- Ostatni raz - dodał na zachętę, kładąc dłoń na uchwycie swojego sztyletu. Nie wziął miecza, tam gdzie szedł, nie był mu potrzebny.