Hilldaria - część II

(Limenhu) Zadziałał niczym zwierzę, nie myślał. Kiedy tylko drobna dłoń opadła na jego ramię, obrócił się, jednym ruchem wyciągając sztylet i opierając ostrze o pierś kobiety, drugą ręką chwytając ją za fraki i szybko posyłając jej plecy na ścianę jakiegoś budynku. Jego się nie dotykało.

- Nie. Zachodź. Mnie. Jasne? - dopowiedział niewyraźnie przed jej nosem, puszczając ją i chowając ostrze do pochwy. - Mam robotę.

(Nirameja) Ostrze oparło się o.. pierś? A właściwie o grubą warstwę bandażu, zapomniała jej zdjąć i miała nadzieję że nie będzie pytał skąs ta prosta sylwetka i gdzie uciekły jej walory. Materiał bandażu delikatnie wystawał i zsunął się nadal pokazując dekolt, dlatego czuła się nieco bezpieczniej. Jakby dowiedział się że udaje mężczyznę to nie byłoby ciekawie. - Trochę.. delikatności, jestem kobietą.. - Mruknęła i dodała po chwili. - Jaką?

(Limenhu) Nie miał czasu na spostrzegawczość, nie dostrzegł nic podejrzanego. Bo czego miał się spodziewać po kobiecie aż za często pojawiająco się w porcie?

- Psiakrew. Wybacz, księżniczko. - Nie miał ochoty na tłumaczenie się. Musiał to zrobić szybko, zanim wstanie czerwony gigant i przebudzi do życia resztę towarzystwa. Już w oddali majaczyły pochodni mające ukazywać tawernę w całej okazałości. Może i to coś dało, bo nogi Elma tylko szybciej się poruszały.

(Nirameja) - Spokojnie, księciu. Swojej siostrze byś tak nie zrobił, stąd te słowa. - Prychnęła patrząc jak odchodzi w dal, pokręciła tylko głową na boki dodając z zaciekawionym uśmieszkiem. - Wiem że to coś ważnego, jednak szkoda by było gdybym komuś powiedziała o twoich zamiarach.. jutro rano i tak się dowiem co nabroiłeś.. jesteś zbyt zdenerwowany aby było to coś mało ważnego. - Krzyknęła do niego stojąc dalej w tym samym miejscu, oparła się o ścianę i przymknęła ovzy. Trzeba czekać, aż zje go sumienie albo coś na wzór niego. Można było stwierdzić że nieźle się prezentowała bez tej całej maskarady, tak.. kobieco.

(Limenhu) Słowo. Jedno. To ono go zatrzymało w miejscu, nie pozwalając ruszyć się o krok. Powiedziała o jego siostrze, jego małej siostrzyczce. Nie miała prawa, a jednak to zrobiła.

- Chodź - warknął, znowu ruszając w stronę tawerny. Miał nadzieję, że chociaż nie będzie na tyle leniwa, by czekać aż odpowiedzi same do niej przyjdą.

(Sasphirkaxd) Gdy w głównej sali karczmy zaczęli pojawiać się bywalcy, do uszu śpiącej piętro wyżej Lindy dotarły przytłumione odgłosy ich kroków, więc chcąc, nie chcąc, musiała się obudzić. Przecierając dłońmi zaspane oczy, rozejrzała się leniwie. Tylko po części spodobało jej się to, co zobaczyła. Bo w pokoju, nie licząc jej i Mikea, nie było żywej duszy.

- Elmo..? - wymruczała dla pewności w poduszkę, ale jak można było się spodziewać, nikt jej nie odpowiedział. Wyszedł... - No, dobrze.

Chwilę zajęło jej wykaraskanie się z łóżka i doprowadzenie się do względnego porządku. Była pewna, że nie zostawił by jej bez słowa, gdyby nie miał ważnego powodu, więc musiała mu wybaczyć. Przewiesiła sobie przez ramię łuk wraz z kołczanem i leniwym krokiem podeszła do parapetu, by otworzyć okno. Rześkie powietrze pomogło jej odzyskać jasność myślenia i tym samym wyostrzyć spojrzenie. Wierzyła, że nic się nie stanie, jeśli na jakiś czas opuści budynek. Może nawet uda jej się wrócić przez bratem. Pójdzie tylko na krótki spacer.

(Tragiczny Romantyk) Metalowe "jajko" wbiło się w bruk z olbrzymią siłą. Przez noc nieznany obiekt zabezpieczyły oddziały magów i siły wywiadowcze Hilldari. Zniszczony rynek był pusty, zwłoki niektórych nie były jeszcze sprzątnięte, a obraz placu przypominał wam widok wczorajszej tragedii. Do walczących wczoraj z oddziałami samobójczymi zostały wysłane listy. Nie pytajcie jak, nie pytajcie gdzie. Wywiad ma swoje sposoby, a wy nawet nie zauważyliście ich szpiegów w swoim najbliższym środowisku.

odbierzcie teraz te listy to bedzie fajnie tak bardzo fajnie :)

(Erachat) List leżał na stole w jego pokoju. Gustav słabo spał, ale nie słyszał kroków tego kogoś ktory przyniosl go. Zmęczony go otworzył.

(Tragiczny Romantyk) Erachat:

Jest pan wzywany do stawienia się w ASM, sprawa jest bardzo pilna. *Lother - wicedyrektor ASM

*ASM - Akademia Sztuk Magicznych.

Właśnie odkryliście pierwszy sposób wzbogacania waszej wiedzy o kolejne pojęcia i lokacje. W właśnie w tym momencie gdy po raz pierwszy stykacie się z danym sformułowaniem, pojęciem czy też wierzeniem powszechnym z świata gry wpisuje je do informacji.

A więc odkrywajcie dalej co kryje w sobie Hilldaria wy moje słodziaki ;)

(Glek) Siedział w swoim domu, przy stoliku uderzając rytmicznie palcami o blat. Obok niego leżał list. Obejrzał się dookoła swojej parceli. Pokój rozjaśniały trzy, tlące się świece, a stukanie palców, był jednym odgłosem w pomieszczeniu.

Dziś chyba nikt nie przyjdzie..

Lekko zdenerwowany złapał za list po czym zaczął go uważnie czytać.

(Jatutylkospamie) Gdy tylko sytuacja została opanowana ruszył się na dół. Nocował w jednym z karczemnych izb. Gospodarz nawet mu nie policzył. Był zbyt wystraszony atakiem aby przejmować się pieniędzmi na stole i brakiem jednego klucza. Przez jego głowę przewijały się setki myśli na temat tego z czym walczył. Zasnął szybko. Rano po przebudzeniu dostrzegł list. Lekko zaskoczony zaczął go czytać.

(Tragiczny Romantyk) Glek:

Jest pan wzywany do stawienia się w ASM*, sprawa jest bardzo pilna. Lother - wicedyrektor ASM

Jatutylkospamie:

Jest pan wzywany do stawienia się w ASM*, sprawa jest bardzo pilna. Lother - wicedyrektor ASM

(Jatutylkospamie) Czego oni chcą? Odłożył list do kieszeni. Po porannej toalecie i szybkim śniadaniu ruszył w kierunku ASM. Liczył że nie będzie miał problemów.