Hilldaria - część II

(Erachat) Policzył szybko wszystkie swoje przewinienia, za które można było go ukarać i mentalnie przygotowany ruszył szybkim krokiem do Akademii. Wczoraj napełnił kosz piaskiem zanim wrócił do schroniska, więc lekko ugiął się pod jego ciężarem. W brzuchu mu burczało, głowa go bolała od wczorajszego hałasu a ubrania śmierdziały dymem. Wspaniale.

(Glek) ASM, gdzieś o tym słyszałem. Akademia Magiczna.. List włożył do torby zwisającej na krześle, następnie skierował się w stronę prowizorycznej łazienki a tam umył się z lekka. Wolał do pustych butelek wodę, włożył do torby a ją nałożył przez ramię, wyszedł z domu zamykając za sobą drzwi kluczem.

(Tragiczny Romantyk) przerywnik dla fajnych ludzi

(Erachat) Dotarł do głównego budynku Akademii i lekko zdezorientowany zaczął się rozglądać za biurem wicedyrektora. Dawno tu nie był, ogromny budynek go przytłaczał.

(Jatutylkospamie) Dotarł już do celu. Stał przed bramą Akademii. Był już kiedyś w tej okolicy, więc wrażania na nim nie zrobiła. Przeszedł przez bramę i udał się do biura.

(Glek) Skierował się zatem w stronę akademii, popijając przy okazji piwo ze szklanej butelki. Po drodze zauważył kilka rozbitych maszyn, kilka kobiet płacących obok czyichś ciał. Po jakimś czasie jego oczom ukazała się akademia, następnie środek budynku. Zaczął szukać biura wicedyrektora.

(Tragiczny Romantyk) Jatutylkospamie:

Erachat:

Glek:

Po chwili byliście już w gabinecie dyrektora. Po okazaniu listu strażnicy wpuścili was bez zbędnych przeszukiwań. Pieczęć dyrektora bądź co bądź robi swoje.

- Niech panowie usiądą. Rzekł starszy facet koło 50 nie podnosząc wzroku znad papierów.

(Jatutylkospamie) Lekko zdezorientowany usiadł na krześle. Nie znał człowieka, ale domyślał się że to dyrektor. Schował list z powrotem do kieszeni. Papierek z pieczęcią dyrektorską mógł się kiedyś przydać. - Czemu nas tu poproszono?

(Glek) Skinął głową, siadając na pierwszym lepszym krześle. Zaczął się rozglądać po pomieszczeniu.

(Tragiczny Romantyk) - Powiem krótko. Jestem pełny podziwu wobec waszej wczorajszej postawy. Wynagrodzę was za to, zgaduje, że nie obchodzą was za bardzo zaszczyty i ordery, a wiedza i moc. Będziecie mieli szansę posiąść olbrzymią siłę jeśli pomożecie mi w walce z nimi. No właśnie. Pewnie chcecie wiedzieć kto to był. Idioci, którzy uważają, że maszyny, obliczenia i rozum są poteżniejsze od piękna magii i równowagi życia. Są przeciwni naszym poglądom. Musieliście słyszeć o bitwie powietrznej. To ci sami osobnicy. Resztę informacji dostarczę wam drogą telepatyczną czy listową. Podpiszcie sie tutaj jeśli chcecie pomóc Hilldari i wyjdźcie.

(Jatutylkospamie) Wiedza i moc. Wiedza może się przydać aby odnaleźć studnie a moc by z niej zaczerpnąć. Przeczytał dokument i stwierdzając że to nie jest biurokratyczna pułapka podpisał go.

(Glek) Złapał za dokument, przyjrzał się mu dokładnie, po czym zostawił na nim swój podpis. Wstał, pożegnał się lekkim ukłonem, wyszedł z budynku i skierował się w stronę karczmy.

Czemu nie, dwie pieczenie na jednym ogniu..

(Karagni) Wsunęła rękę do kieszeni wyciągając pomiętą lekko kopertę. W natłoku zamieszania nie zdążyła jej jeszcze otworzyć. Po walce postanowiła zająć się rannymi, w związku z czym od kilku godzin była na nogach wyczerpana używaniem magii. Zdziwiła się, kiedy podszedł do niej mężczyzna wręczając wiadomość. Teraz czuła w sobie brak mocy, co było dosyć dziwnym uczuciem. Kątem oka spojrzała na metalowe jajo tkwiące w ziemi. Zapewne musiała jak najszybciej się zregenerować. Nie wiadomo kiedy następnym razem zostaną zaatakowani. Rozerwała list i wyciągnęła świstek papieru.

(Glieve) Akcja przebiegłą dość sprawnie, więc szybko mogli zając się sprzątaniem. Ironhawk wysłał człowieka po ekipę sprzątającą,a sam ruszył wraz z Qim i Bevergiem do swojej kamienicy. Już nie pamiętał kiedy ostatnio spał w swoim wielkim łóżku...

Tak jak planował obudził się dopiero koło południa. Wziął gorącą kąpiel, zszedł do jadalni na syte śniadanie i ubrał się w wyjściowe szmatki. Idąc korytarzem spotkał Qim czekającą przy drzwiach. Zapinając ostatnie guziki na kamizelce Asherg spytał:

- A ty jeszcze tutaj?

- Pomyślałam, że przyda ci się ochroniarz. Na Beverga nie można liczyć - odparła nie ukrywając swojej niechęci do wspomnianego kolegi z pracy. Ta dwójka różniła się od siebie jak ogień i woda. Nie chodziło tu tylko o charakter, ale też wygląd i styl walki.

Ironhawk pogładził zarost oczami błądząc gdzieś przed siebie.

- Powinnaś też korzystać z życia. Masz ty w ogóle jakieś zainteresowania?

Qim wydała się z siebie stłumione chrząknięcie i spuściła lekko głowę. W tym momencie wyglądała jak zwykłe, speszone dziewczę, które nie wie nawet co odpowiedzieć. Asherg parsknął na ten widok cichym śmiechem i ruszył do drzwi. Do głowy wpadł mu wręcz szatański pomysł.

- W takim razie dostaniesz wolne.

- A... ale...! - odezwała się głośniej niż miała w zwyczaju.

- Nie dziękuj! - rzucił tylko przez ramię Ironhawk i zniknął za drzwiami.

(Sasphirkaxd) Przerzuciła jedną nogę przez parapet, potem drugą, a następne zaskoczyła. Już dawno nauczyła się lądować tak, żeby nie nabawić się żadnych kontuzji. Po części była to też kwestia szczęścia i tego, że za podłoże posłużył jej trawnik. Z zadowoloną miną odrzuciła włosy do tyłu, poprawiła swoją broń i ruszyła przed siebie. Miała zamiar umiejętnie ominąć rynek oraz wszelkie bardziej podniszczone uliczki, po czym dość dużym łukiem wrócić do karczmy. Liczyła też na to, że po drodze natknie się na jakaś tablicę ogłoszeń. Nie było tajemnicą, że razem z Elmo potrzebowali pieniędzy, a choć wiedziała, że jej brat chętniej da się pokroić, niż pozwoli jej samej chwycić się jakiegoś mniej bezpiecznego zlecenia, to jednak nie zaszkodziłoby chociaż spróbować przedsięwziąć coś na własną rękę.