Hilldaria - część II

(Limenhu) - I zostań tam lepiej - psioczył pod nosem, spoglądając jak kobieta zasiada przy dość prostym stoliku. Ściągnął kaptur i ruszył po schodach, zważając na skrzypiących skurczybyków, którzy co jakiś czas lubili sobie pojęczeć.

Piętro wyglądało zupełnie tak samo jak z opisu. Drzwi tutaj, drzwi tam, jakiś nędzny, zupełnie niepotrzebny obraz i zabite okno. Przez wąskie szczeliny sączyła się odrobina księżycowego światła, mogącego co najwyżej przysłużyć za nędznego towarzysza, niźli promień rozpraszający cienie.

- Pierwsze, drugie, czwarte... - Stanął przed ubitymi dechami, zerkając na klamkę. Wyglądała na porządną, ba, pewnie nawet nie śniło jej się, żeby w jakikolwiek sposób spróbować zrzędzić i zgrzytać przy choćby najdrobniejszym ruchu. Zawiasy też wydawały niestare, jednak do nich miał pewne wątpliwości.

Drzwi powoli się rozwarły, a do środka wślizgnął się cień. Nikt nic nie zauważył, wszak wszystko dalej było na swoim miejscu. Tylko ostrze złowieszczo błyszczące w srebrnych łunach światła, zdradzało chęć zmiany.

Palce zacisnęły się niczym imadło z z najtwardszego żelaza, zachłannie zabierając powietrze i blokując jakiekolwiek dźwięki. Tylko - wszak dopiero co zamknięte - oczy wyrażały przerażenie, wodząc wzrokiem po swoim oprawcy. Emocje przewijały się niczym ladacznice w porcie; od przerażenia zaczynając, na gniewie kończąc. I kiedy już się okazało, że Elmo nie zamierza puścić, zaczęła się walka. Słabe dłonie pochwyciły jego rękę, niechybnie próbując ją odciągnąć. Niestety, trud był próżny, a mięśnie przeszły swoją próbę. Nic nie dało się już zrobić.

- Krejg kazał cię pozdrowić. - Sztylet świsnął, aby po chwili zagłębić się po samą rękojeść w czaszce mężczyzny. Przekręcił go, ze smutnym spojrzeniem czekając aż blask życia zniknie w drugim oku. Bo pierwszego już nie było, zniknęło pod naporem czegoś twardszego, groźniejszego, bardziej zabójczego.

Mógł już go puścić, marszcząc nos kiedy zwieracze celu puściły. Śmierdziało i to cholernie. Ostatnia znana ludzka reakcja, podobno mająca odstraszyć drapieżników. Jednak Elmo na to nie baczył. Wyciągnął powoli sztylet z oczodołu ofiary, wgłębiając go w jego szyję i zaczynając ciąć. Musiał uważać by krew krążąca w tętnicy go nie ubrudziła, więc jedną nogą oparł się o łóżko, kontynuując swoje dzieło.

Broń miała z jednej strony ząbki; idealne do obcinania różnych części. Nawet tych ludzkich. Problemem nawet nie były twarde kręgi, gdyż ostrze z łatwością znalazło miejsce pomiędzy nimi, dalej przecinając ostatnie mięśnie podtrzymujące łeb od reszty ciała.

Pakunek został opatulony kurtą znalezioną na ziemi. Ze skóry, czyli nie mającą prawa przepuścić ani kropelki krwi. Jednak Elmo znał się na Losie; była to parszywa dziewka, nierzadko zabawiająca się kosztem innych. Owinął to jeszcze koszulą dzienną, znalezioną zaraz obok kurty. Zwykły tobołek, ot co.

Zamknął cicho drzwi, ruszając z powrotem na parter. I znowu, popatrzył się tylko w stronę kobiety, żeby zaraz wyjść tylnym wyjściem. Nikt go nie zauważył, garstka gości zajęta była swoimi sprawami, zresztą - tak samo jak karczmarz, zapewne mający chętkę na małe zbałamucenie kelnerki.

Chłodne powietrze go oczyściło, zmyło z niego cały brud roboty. Nie miał już rąk zbrukanych krwią, był znowu zwykłym, biednym chłopakiem, chcącym tylko trochę zarobić.

(Nirameja) Stukała odruchowo o blat stolika, zerkała na każdą kelnerkę przechodzącą obok niej. Delikatne przyzwyczajenie z udawania, no cóż.. niektóre nawyki wchodzą w nawyk. Wypiła do końca swój rum i odłożyła go na brzeg stolika, a kiedy tylko któraś z nich odebrała jej puste naczynie zapłaciła od razu z góry. Wiedziała że długo tu nie posiedzi, najwyżej piętnaście minut.. no może dwadzieścia. Tak więc zauważyła w końcu wychodzącego mężczyznę z pakunkiem, pokręciła tylko głową wstając z miejsca i wychodząc głównymi drzwiami. To nie jej problem co tam się stało, wolała szczerze nie wiedzieć gdzie zawitał. Obwiązała włosy chustą, nasunęła na piersi bandaż i po prostu udała się na statek trochę przespać. Za dużo wrażeń na tą noc.

(Karagni) Droga do ASM okazała się być...całkiem prosta. Fakt, że większość osób wiedziało, gdzie to jest bardzo pomagał. Nieco zdziwiło ją podpisywanie jakiś dokumentów, ale w sumie to co jej to szkodziło? Przecież i tak nikt jej nie znał. Po dosyć krótkiej wizycie w Ważnym Miejscu udała się do karczmy na zasłużony odpoczynek.