Hilldaria - część II

(Limenhu) - Pracowałem. - Baczne spojrzenie lustrowało kobietę od stóp do głów. Mimo zmęczenia wysilił swój organizm. Nie umiała udawać, że nic nie robiła. - Co robiłaś? Mów prawdę - dodał, bacząc na każdy szczegół. A siedząc na łóżku, mógł się temu oddać w całkowitej formie. Nogi już mu nie doskwierały.

(Nirameja) Popatrzyła na niego nieco przerażona, jednak zagryzła policzek od środka odpowiadając. - Ym.. siedem lat, jak dobrze mi się wydaje. - Wyprostowała się nagle i przetarła oczy. Dowiedział się? Nie możliwe, nie może być przecież nie może.. powiedz wreszcie w czym rzecz, mów.. - Mówiła sobie głowie nieco się garbiąc, może już jest za późno i pójdzie na straty?

(Karagni) Przechodziła między niepierwszej świeżości ludzi ku stolikom. Kiedy wybrała ten o względnie czysty usiadła na krześle i kiwnęła na kelnerkę. Oczywiście jako osoba wychowana przez kapłanki zamówiła wodę oraz potrawkę z królika (specjalnego wyboru sałatek niestety nie mieli). Kiedy dziewczyna odeszła wgłąb sali uważnie się rozejrzała. Zdecydowanie wyróżniała się na tle mężczyzn w nieco pobrudzonych i zużytych ubraniach wskazujących na pracę fizyczną lub mających ślady walki. Z biegiem czasu zdążyła przywyknąć do takich ludzi. Szczerze mówiąc mniej pewnie czuła się wśród arystokratów i bogatych kupców. Nigdy nie wiedziała, czy są szczerzy, albo czy coś knują. Jedną dłonią podparła podbródek, palcem drugiej zaczęła mimowolnie wystukiwać rytm jakiejś piosenki.

(asghan) No i pół godziny później, z pomocą niemal dwudziestu przechodniów udało mu się dotrzeć do karczmy, niejednokrotnie gubiąc się w alejkach i uliczkach. - Wa, trudno cokolwiek znaleźć w tak dużym miejscu. - Wszedł do środka i zastał zadziwiająco niewielką ilość ludzi. No, przynajmniej w porównaniu z wioskami. Wieczorami, a czasem nawet w środku dnia, karczmy na wsiach pękały w szwach, głównie dlatego, że była jedna na trzy albo cztery wsie, więc każdy chłop czy łowca który miał trochę pieniędzy garnął do środka i biesiadował, a bo to zawsze znajdzie się jakiś kupiec szukający przyjaciół czy inny, który postawi kufel piwa. Tymczasem tu, o ile izba była w większości pełna, trudno było mówić o szumnym biesiadowaniu, niewielkie grupy siedziały odosobnione, niektórzy kompletnie sami przy barze, okazjonalnie tylko odzywając się do barmana czy sąsiada. - Kurde, ale martwo.

(Gastly) Shaal'Zad kolejnego wieczoru wypełzł na powierzchnię. Księżyc, dopiero lekko oświetlając podmokłe tereny na których się znajdował również wyznaczał kierunek jego kroków. Jak gdyby nigdy nic Licz przemieszczał się do przodu ciągnąc końcówki płaszcza po torfowisku. Gdzieniegdzie podpierał się swoim kosturem chcąc uniknąć zachwiania równowagi. Svaine, araesum pertivum... poszeptywał z poszarpanych strun głosowych.

(Karagni) Poczuła zapach potrawki zanim jeszcze zobaczyła kelnerkę niosącą tacę. Była straszliwie głodna, no, pewnie strumyk śliny wypływający z kącika jej ust mógł to sugerować. Dziewczyna postawiła jedzenie przed nią, a ta natychmiast zaczęła pałasz... nie, delektować się posiłkiem jak to robiły kapłanki ją wychowujące.

(Glieve) Pokiwał głową ze zrozumieniem jak stary dziad.

- Kawał czasu. Pracowałeś bez większych zastrzeżeń, piąłeś się coraz wyżej w hierarchii i stałeś się doświadczonym kwatermistrzem. - Ściągnął butelkę z półki i przyjrzał się jej etykiecie. Stare, drogie wino z kontynentu. Smakuje sto razy lepiej od tych szczyn, co pijam zazwyczaj. Uśmiechnął się do siebie kładąc butelkę na biurku, po czym wrócił do barku szukać kieliszków. - Tacy ludzie są pożądani w mojej załodze. Ale... - Spojrzał na Sinotha czujnie śledząc każdy jego ruch. Denerwował się, co jego oko handlarza od razu wychwyciło. Dobrze, bardzo dobrze. - Ale wśród nich znajdą się też drzazgi, wiesz o kim mówię?

(Sasphirkaxd) Widząc, że taka taktyka nie działa, od razu się rozluźniła, wypuszczając całe nagromadzone w płucach powietrze nosem. Wcale nie tak łatwo było udawać, że bieg przez pół miasta nie był dla niej żadną trudnością. Uśmiechnęła się lekko, zdejmując z ramienia broń i układając ją pod ścianą. Zaraz też pozbyła się butów oraz spodni, a następnie wskoczyła na posłanie, na miejsce przy Elmo. - Nic takiego. Właściwie oglądałam tylko wystawy sklepowe. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie cuda widziałam. Te wszystkie przedmioty, które pokazywali nam w drodze, to przy tych nic. - mówiła w międzyczasie, a gdy już wygodnie umościła się na kołdrze, spojrzała na niego ciekawie. - Trzeba... A tak w ogóle, to co masz taką minę, jakby ci kot umarł, hm? - przekrzywiła głowę w ptasim geście lekko na bok, jak to miała w zwyczaju i zamrugała kilkakrotnie.

(Glek) Oczom niskiego jegomościa ukazała się karczma. Wziął głęboki oddech, po czym wszedł do pomieszczenia. W karczmie nie zauważył niczego nowego, te same umeblowanie i Ci sami bywalcy. Wytarł buty o wycieraczkę, następnie podszedł do lady. Mebel ten był dwa i pół głowy wyższy od karła, tak więc wdrapał się na pobliskie krzesło by porozmawiać z barmanem. Wyjął upchaną monetami sakiewkę po czym powiedział:

- Dobry wieczór, karczmarzu. - położył sakwę na blacie. - Daj mi coś porządnego do jedzenia, dwa kufelki, dobrego zimnego piwa a potem się jeszcze zobaczy. Może znajdę jakieś towarzystwo na dzisiejszy wieczór.

Karczmarz skinął uprzejmie głową, łapiąc za pieniądze, a Ru zeskoczył z krzesła i ruszył w poszukiwaniu jakiegoś stolika.

(asghan) Diabelnie jaskrawe szaty i równie jaskrawy plecak przyciągały troszeczkę uwagi, ale rzadko kiedy ludzie z budową przypominającą ceglany mur miewają jakiekolwiek problemy, więc mimo głupawych uśmiechów niektórych nikt nie odważył się czegokolwiek wytknąć na głos. Wepchnął łapę w jedną z licznych kieszeni szaty - bo jak wiadomo, poziom męskości każdego odzienia jest mierzony ilością kieszeni, i przeliczył monety w środku. Niewiele, ale trochę zostało, mała zapłata za pomoc w kuchni jednej z przydrożnych oberży i jakieś drobne od starca któremu pomógł cośtam znaleźć. E tam, starczy. Rzucił okiem w kartę dań, z trudem przeliczył wszystko w pamięci i krzyknął głośno:

- Piwo dla wszystkich! Kolejka na mój koszt!