Hilldaria - część II

(Nirameja) - To prawda, wydaje mi się że spełniałem swoje zadania z pełną odpowiedzialnością. - Odpowiedziała i przeszła kawałek podchodząc tym samym do biurka, zerknęła na butelkę i skrzyżowała ręce. - Nie mam pojęcia, co Kapitan ma na myśli mówiąc.. drzazgi? - Zapytała i zerknęła na wszystkie papiery leżące na ziemi, a potem podniosła kilka z nich.

(Limenhu) Kiedy za pierwszym razem otworzyła ust, słuchał jej. Niestety, zmęczenie go przemogło i kiedy tylko ściągnął buty, rzucając pas obok nich, legł na posłaniu, nie bacząc na ten drugi raz. Jednak nie spał, czuwał jeszcze, więc coś tam powiedzieć mógł. Jeszcze.

- Ktoś umarł, ale to nie był kot - odparł, ziewając.

(Glek) Usłyszawszy krzyk jednego z mężczyzn z karczmy, który postawił piwo dla każdego z osobna, odpowiedział w jego stronę, lekko się uśmiechając:

- Jakież to trzeba być dobrym człowiekiem, żeby stawiać wszystkim ludziom po kufelku! Zapraszam do mojego stolika kolego!

(asghan) - Hy, widzę, że się rozumiemy! - Z uśmiechem złapał swój kufel, rzucił barmanowi odliczone pieniądze, ledwo zostawiając się z monetą na jakiś chleb i podszedł do stolika mężczyzny, który do niego zawołał. Zresztą, cała oberża się znacząco ożywiła na sam dźwięk słów "piwo dla wszystkich", i już niektóre odosobnione grupy zaczęły się razem śmiać i żartować.

(Glek) - Witaj dobry człowieku, widzę nie szczędzisz pieniędzy dla nieznajomych Ci osób - powiedział podnosząc się i stając na stołku na, którym jeszcze siedział, a żeby oddać tym gestem jakiś mały szacunek dla nieznajomego i dorównać mu przez chwilę wzrostem, prostując przy okazji otwartą rękę w jego stronę.

(Sasphirkaxd) Położyła się obok niego na brzuchu, podparła na łokciach i wlepiła w niego spojrzenie swych wielkich oczu. Wyglądała niczym małe zwierzątko czekające tylko na moment, aż ktoś podejdzie bliżej, wykazując chęć zabawy. - Jesteś zmęczony? - spytała retorycznie, uznając odpowiedź za niepotrzebną. - Może przyswoisz mi trochę dokładniej historię dzisiejszego dnia..? W zamian za to... mogłabym też... opowiedzieć ci co nieco. - dodała, jakby nagle tracąc zainteresowanie jego osobą. Zaczęła z niewinną miną oglądać swoje dłonie.

(Glieve) Asherg wyciągnął z szafki dwa sporej wielkości kieliszki. Postawił oba na stole, tuż obok wina, lecz nie złapał zaraz potem za butelkę, by ją otworzyć. Zamiast tego skrzyżował ręce na piersi dalej obserwując Sinotha.

- Chodzi o to, że cyferki nie zgadzają się w księgach. Niby to nic takiego, pomyłka rzecz ludzka. Ale... - W tym momencie strażnicy nieco się zbliżyli. - To dzieje się już jakiś czas.

(Gastly) Mag stanął na wzgórzu patrząc na mury miasta. Jego sylwetka była w pełni obrysowana bielą przez księżyc, który świecił idealnie zza jego pleców. Dłoń składająca się z samych kości zacisnęła się mocno na metalowym pręcie, przez co jego kawałek zaszedł szronem. Pod stopami Lisza wyrósł nagle sporych rozmiarów kawał lodu, który cały czas materializował się podnosząc go w górę.

(Limenhu) - Nie, zaraz idę pobiegać - odparł z przekąsem, zamykając oczy. - Pokój jest opłacony do następnego miesiąca.

Przewrócił się na wewnątrz łóżka, mrużąc oczy i spoglądając na blondynkę.

- Co dzisiaj znalazłaś? Gaaaaadaj.

(asghan) - No to tego... Miło poznać, panie... - Zrobił wymowną pauzę, dając czas na przedstawienie się i uścisnął mu wolną dłoń.

(Sasphirkaxd) Uśmiechnęła się szeroko w duchu. A jednak zdołała go zaciekawić.

- Tylko tyle jesteś w stanie z siebie wykrzesać, staruszku? Stać cię na więcej. - odparła pozornie obojętnie, z premedytacją pomijając jego pytanie. Skuliła się, przyciągając kolana do piersi. Gdy tak wodziła wzrokiem po jego twarzy, w jej oczach z czasem pojawiła się niecierpliwość.

(Karagni) Jakkolwiek chciałaby zostać jeszcze w karczmie przez jakiś czas i napić się piwa (czego kapłanki nie zobaczą, tego nie wiedzą), obawiała się, że wesoły nastrój wewnątrz znacznie się poszerzy i stanie się... bardziej zauważalna. Dlatego też postanowiła wrócić do pokoju. W tym celu wstała od stolika i zwinnie przebrnęła pomiędzy ludźmi prosto na schody.

(Glek) - Ru'getmu proszę pana. - oznajmił a gdy tylko uścisk się rozluźnił usiadł spowrotem na krześle. Między czasie miła dla oka kelnerka przyniosła zamówiony przez karzełka sporej wielkości posiłek, dwa talerze, parę sztućców, oraz dwa kufle piwa. Kolacje ułożono na dwóch drewnianych półmiskach. W jednej pieczone uda kurczaków, zaprawione drobno posiekanym czosnkiem, solą, pieprzem a do tego oblane jakimś tłustym sosem. Na drugim zaś stos smakowicie wyglądające, najprawdopodobniej młode ziemniaki, posypane koperkiem i solą na wierzchu. Wszystko pięknie ze sobą współgrało, a jaki zapach! Nie do opisania.

- Proszę się częstować i opowiedzieć mi coś o sobie - uśmiechnął się do mężczyzny nakładając na swój talerz po trochu jedzenia.

(Limenhu) A on po prostu zasnął. Nie obchodziło go już nic, po prostu nie wytrzymał, bańka pękła., a on wraz z nią, opadając w krainę snów. Co jakiś czas próbował chrapać, co nawet mu się udawało.

(asghan) Uśmiechnął się od ucha do ucha na widok jedzenia, i samemu się przedstawił.

- Tangata, miło pana poznać. - Złapał jedno udko i wgryzł się od razu, używając talerza do łapania ściekającego tłuszczu, żeby zbytnio nie zabrudził stołu, bo i po co utrudniać życie kelnerkom. - Co tu dużo, ot, wsiur jestem ze wsi, pierwszy raz do miasta przyszedłem. - Mówił między przełknięciami i kęsami, starając się wyglądać przy tym jak człowiek, a nie jak zwierzę które rzuciło się na posiłek. - Pomyślałem, zahaczę o karczmę, duże miasto to pewnie duża karczma i duża impreza, a tu proszę, wchodzę, a tu smętnie. Nigdy wcześniej nie widziałem tak martwej karczmy.