Hilldaria - część III

(Jatutylkospamie) Przeszedł przez kramy i o dziwo nic nie kupił. Udało mu się powstrzymać się przed wyrzuceniem pieniędzy w błoto. I był z tego dumy. Jego oczom ukazała się tablica z ogłoszeniami. Podszedł do niej i zaczął przeglądać ogłoszenia. Było tam parę ogłoszeń o zaginięciu osób. Zapewnię było to skutkiem ostatnich wydarzeń. Nie było jednak nic o igle. - Cholera... - Powiedział sam do siebie.

(asghan) - No. Nic poważnego tu nie ma. - Skinął do siebie głową. - Może miasto jednak nie jest najlepszym pomysłem. Ugh. - Złapał jakiś świstek i przyjrzał się dokładnie danym. - Zaginione zwierze. Świetnie.

(Jatutylkospamie) Jeszcze raz dla pewności spojrzał na tablicę. Tak gdyby coś przeoczył, jednak z marnymi efektami. Przeoczył, ale kolejna zaginioną osobę. Wyciągnął węgielek i kartkę z tobołka.

Poszukuje wszelakich igieł o działaniu magicznym. Osoby posiadające takowe, albo informacje o takowych proszę o kontakt. Chwilowo zamieszkuje w karczmie Pod Starym Dębem. Proszę spytać barmana o Ashbringera. Przypiął nowe ogłoszenie do tablicy i odwrócił się. Wolnym krokiem zmierzał do karczmy.

(asghan) - Do diabła z tym. - Pokręcił głową i ruszył do karczmy. Nie będę szukał kolejnego kocura po lasach, pewnie już dawno nie żyje. Ugh. Może w karczmie mają coś bardziej interesującego?

(Gastly) Do jaskini Shaal'Zada wpadł nietoperz, prawdopodobnie zgubił się w którejś z jej odnóg, albo wybrał się na zwiady. Nekromanta nienawidził tego latającego tałatajstwa, kiedy ssak tylko chwycił się stalaktytu z którego przed momentem skapnęła kropla wody - od razu upadł na ziemię. Mimo niewielkiej odległości od dolnego sklepienia siła uderzenia była na tyle duża, że zamarznięte zwierze roztrzaskało się na kilka kawałków. Nie cierpię kiedy coś przeszkadza mi w mojej pracy. - pomyślał wyraźnie poirytowany mag i podszedł do gotującego się wywaru. W całej jaskini unosił się smród gnijącego ciała.

(Karagni) Przechadzała się po rynku szukając sprzedawców ziół. Nie żeby nie mogła sama ich zebrać, ale było to dosyć czasochłonne, a ona miała inne rzeczy do roboty. Właściwie to miała mieć. Jej sakiewka z dnia na dzień coraz bardziej się opróżniała. Musiała znaleźć jakieś zlecenie.

(Erachat) Ostatni dzień spędził na próbach stworzenia stabilnej ściany piaskowej. Nie szło mu najlepiej, mocno go to irytowało. Irytował go też fakt, że miał pustą sakiewkę. Ogólnie był mocno zirytowany. Szedł w kierunku jednej z wielu tablic ogłoszeniowych, gdzie mógł znaleźć pracę. Zwykle zbierał chwasty dla obiboków z miasta. Po parunastu minutach znalazł parę ogłoszeń, które mu się spodobały i zerwał je.

Potrzeba dużej dostawy roślin leczniczych.

Potrzebna eskorta dla drobnego kupca.

I ostatnie, według niego najciekawsze: Poszukiwany mag, który nie boi się zarobić ciężką pracą. Nie trudno było rozszyfrować o co chodziło, Gustav nie pierwszy raz widział takie ogłoszenie. Ruszył pod wskazany adres ochoczym krokiem.

(Jatutylkospamie) Drzwi karczmy stały przed nim otworem. W przenośni jak i dosłownie, bo właściciel wyrzucał jakiegoś pijaka na zbity pysk. Po wątpliwej jakości przedstawieniu wszedł do środka. Usiadł przy barze i czekał na właściciela. Gdy ten już wrócił wyłożył na blat paręnaście monet.

- Witam. Jest sprawa. Gdyby ktoś się o mnie pytał, przekaż mi to. - Przesunął pieniądze bliżej barmana.

- Czekasz na kogoś? - Spytał polerując kufel.

- W pewnym sensie. Na informatora. - Nie było powodu ukrywać tego. Przecież zamieścił to na tablicy ogłoszeń. - Jedno piwo.

- Mogę ci sprzedać informacje. Wiem naprawdę wiele. Ludzie różne rzeczy mówią po pijaku... - Nalał Draco kufel piwa.

- O pradawnych i magicznych artefaktach zapewne niewiele wiesz. - Mag chwycił kufel i pociągnął mały łyk.

Tym stwierdzeniem zbił na chwilę szynkarza z tropu. Jednak tylko na chwilę. - W sumie to niekoniecznie. Wiem że za parę dni odbędzie aukcja w jednym z domów aukcyjnych. - Draco podniósł głowę z zainteresowaniem. - Problemem jest to że to czarny rynek. Nie wejdzie się bez pozwolenia.

- Jak się nazywa te miejsce? - Spytał odstawiając kufel na stół.

- Red Rose.

- Red Rose? Przecież to... - Ashbringer nie zdążył dokończyć gdy mu przerwano.

- To dom publiczny. Przykrywka. W piwnicach znajduje się knajpa dla elity świadka przestępczego.

- Dzięki za informacje. - Na ustach czarnego maga pojawił się uśmiech. - Kolejka dla wszystkich! - Krzyknął, w sali i tak było pustawo. - Polej im najtańsze. - Powiedział półsłówkiem do barmana.

(Glek) Obudził się leżąc, na łóżku w swoim domu. Poranna toaleta, małe śniadanie zakraplane ciemnym piwem, lekka gimnastyka. Nawet nauka analfabetów przebiegła dość sprawnie. Wszystko to, pozwoliła dla karzełka wyjść z domu w dobrym humorze. Postanowił ruszyć w kierunku karczmy.

(Olaice) Stara bibliotekarka okazała się wstrętną jędzą, jednak jak się okazało potrzebowała asystentki i cierpiała na reumatyzm. W ten właśnie sposób Deidre zdobyła legalna prace i zaczątki sieci kontaktów.

(Erachat) Gustav nie znalazł swojego "zleceniodawcy", więc udał się z powrotem do portu, aby poćwiczyć tworzenie ściany z piasku. Przechodząc szybkim krokiem przez miasto zachciało mu się potwornie pić, więc wstąpił do tawerny. Zamówił piwo i siadł przy barze.

(Limenhu) Zapach ryby skojarzył mu się z błyskiem ostrza i krwią tryskającą na ścianę. Nie chciał tutaj wrócić, ale musiał zbadać teren. Ludzie na pewno gadali, a Elmo chciał się dowiedzieć, co dokładnie. Czy ktoś widział podejrzany cień, niezwykły błysk albo straszliwego upiora? Wszystko było możliwe, wszak to chochliki sikały do mleka, a szynkę podkradał mały belzebub.

Tawerna wyglądała dokładnie tak samo, jak wczoraj. Wchodząc do niej od frontowych drzwi, nie spodziewał się czegoś nienormalnego. Kilka spojrzeń, uśmiech jednej czy dwóch dziewuch i praktycznie zero wolnych miejsc. Widocznie miejsce zbrodni cieszyło się ruchem plotkarzy i wszelakiej maści ciekawskich, którzy w jakiś sposób chcieli zarobić na całym wydarzeniu.