Hilldaria - część III

(Olaice) Wytrzeszczyła oczy. Takiego obrotu zdarzeń się nie spodziewała. Jak to dobrze być dziewczyna, może nic mi nie zrobią. W razie czego schowam się pod stół...

(Limenhu) Miał plan, wspaniały. Wizja niemal namacalna, tak blisko się znajdująca, że będąca na wyciągnięcie ręki. Niestety, zapomniał o jednej sprawie, która bardzo mocno go zabolała.

Elmo dostał w plecy, co poniekąd stało się szczęściem w nieszczęściu, gdyż żadna z kończy nie ucierpiała, a głowa dalej mogła działać. Przynajmniej częściowo, gdyż kiedy dryblas odzyskał choć trochę rozumu, walnął z całej siły pięścią Elma w brzuch, co wywołało nieciekawy skutek. Młodzik upadł na ziemię, próbując zaczerpnąć powietrze i czekając na cios z tyłu. Na szczęście, żaden nie nadszedł, a tylko woń spalenizny zaczęła docierać do jego nozdrzy.

Mężczyzna, przed chwilą jeszcze płonący, leżał na ziemi w kałuży swojej krwi, wesoło się paląc. Niestety, okazało się, że nie był tutaj sam. Pięciu dryblasów nie ustępujących rozmiarom swoich kolegów, ruszyło dzielnie w bój, każdemu chcąc dać po pysku. A nikt nie zauważył, że jedna z zasłon zaczęła płonąć...

(asghan) - Ee... Nikt z was nie pomyślał czasem żeby polać go wodą? Zabijanie go brzmi jak dosyć drastyczny sposób by uratować go od spalenia...

(Tragiczny Romantyk) Tak to jest jak sie ludzi nie kontroluje

Jatutylkospamie:

asghan:

Limenhu:

Olaice:

Erachat:

Do wnętrza karczmy wszedł paruosobowy patrol straży. Nie spodziewali się natrafienia na karczemną bójkę, ale w końcu to ich praca. Rozdzielili poszczególne strony konfliktu oraz uspokoili zaniepokojonych i zdenerwowanych gości karczmy.

(Olaice) Tragiczny Romantyk:

A co z pożarem?

(Tragiczny Romantyk) Olaice:

Pożarem. Serio. Pożar? Kiedy?

(Erachat) - NO DAWAJ, BIJ HILDARCZYKA! - wskoczył na bar i kopnął kolejną lampę. Wybiła okno i spadła.. gdzieś.

(Glek) Wszedł powoli do karczmy. W pomieszczeniu rozgrywała się jakaś bójka. Straż, oczywiście próbuje coś zdziałać. Nie chciał się zbytnio pchać w jakąś awanturę, więc oparł się o ścianę i przyglądał się sytuacji.

(Olaice) Tragiczny Romantyk:

Na ziemi plonie nieboszczyk, zasłony się pala, mi to wygląda na początek pożaru, a twoje operacje musiały trochę czasu zająć, plus zrobiłeś przeciąg otwierając drzwi...

No i lampe wywalili przez okno.

(Erachat) Olaice:

Nie zapominaj o lampie wywalonej przez okno.

(Jatutylkospamie) Wytarł krew z ostrza i schował broń. Pożar zaniepokoił go. Nawet bardzo. Czym ja mam to ugasić? Piwem? Czekaj, piwo! Wylał kufel trunku na pijaka. Z marnym efektem.

(Tragiczny Romantyk) Widocznie zdenerwowani obrotem spraw strażnicy... no właśnie nie byli to strażnicy, a siły wywiadowcze, które miał się spotkać z informatorem w karczmie. W mig trójka "strażników" przyjęła postawy bojowe zrzucając zbędne obciążenie pokroju tarcz i mieczy. W ręce jednego z nich pojawiła się kula z dziwnej świetlistej materii, w ręce drugiego strumień błyskawic. Trzeci natomiast użył magii podmiany i przyzwał 2 długie miecze oraz zbroje niekrępująca ruchów.

Olaice:

Erachat:

meh, widocznie nie przeczytalem tego postu, trudno, ktos z was splonie razem z lokalem

(Limenhu) Przeturlał się za złodzieja, wyciągając sztylet i zadając trzy cios. Każdy rujnował organy wewnętrzne dryblasa, wydając na niego wyrok śmierci. A Elmo? Elmo po prostu podniósł się z gracją kota o trzech łapach, chowając ostrze do pochwy i usuwając się delikatnie w cień. Straż go tu nie ustawiała, ani trochę.

(Olaice) Siedząc pod stołem skupiła się i zaczęła tworzyć iluzje ognia, pożerającego zasłony. Liczyła na odrobinę paniki.

(Erachat) Odkorkował kosz i postawił ścianę piasku. Stabilną. Oddzielała "strażników" od reszty karczmy.

(Jatutylkospamie) Zauważył okazje do ucieczki i wyskoczył przez okno. - Jestem bogiem. - W momencie upadku dziękował że karczma jest na parterze.

(Glek) Na widok palącego się ciała, wyjął z torby butelkę wody, uformował z niej małą kulę, po czym podbiegł do palącego się, po czym zaczął go oblewać gęstym deszczykiem.

(asghan) - Kurka wodna. Weźta wiadra, chłopy, niech ktoś leci po wodę bo sie tu spalimy! Okna otwórzcie! Panie barman, jest tu jakaś studnia?

(Erachat) Spojrzał na płonące zasłony i dmuchnął takim prądem powietrza, aby ogień pokierować na strażników. Pachniało teraz pieczoną skórą.

- Co wy na to?! - przez zabawy z powietrzem ściana piasku zaczęła słabnąć.

(Glek) - Dajcie szybko więcej wody! - powiedział, otwierając kolejną butelkę i dzięki magii próbował gasić większe ogniska. - nocna co czekacie, wody!

(Limenhu) - Kretyni chcą to ugasić, nieźle - mruknął, siadając przy, chyba jednym stoliku, który ostał się w karczmie. Dostrzegł swoją nową towarzyszkę, która miała obok siebie kufel - wszak teraz jakże sławnego - piwa. - Paskudna pogoda dzisiaj, co? - zapytał niby od niechcenia, spoglądając jak strażnikom udaje się zgrywać idiotów.

(Olaice) - Mogłoby trochę popadać, bo rośliny zaczynają więdnąc. No i jest nieco zbyt zimno jak na te porę roku, nie sadzisz? - uśmiechnęła się czarująco, wychodząc już całkiem spod stołu i pijąc łyk piwa. Okazało się, ze w kuflu jest więcej piasku niż napoju, wiec splunęła na podłogę.

(Tragiczny Romantyk) Magowie byli już zdecydowanie zdenerwowani. Wszyscy cywile po "ich" stronie karczmy wyszli z baru widząc wściekłe spojrzenia strażników. Mag posługujący się magią podmiany 'przebrał się' w zbroję płytową potocznie zwaną "pożarówką" gdyż chroniła przed wszelkimi zaklęciami ognia. Jednym skokiem obszedł barierę piasku przebijając się przez nią całą masą ciała. Za nim ruszyli jego towarzysze. Mag białej magii wytworzył strumień światła, który oślepił tymczasowo wszystkich w pomieszczeniu oprócz wywiadu, który w porę zawiadomiony zasłonił oczy przed atakiem.