Hilldaria - część III

(Limenhu) - Chyba karczmarz nie przyniesie nowego piwa, nie? - Wyciągnął sztylet i zaczął nim dłubać w paznokciach. Nie ważne było to, że były czyste. Musiał czymś zająć dłonie. - A co do pogody... cóż. Sądzę, że deszcz byłby błogosławieństwem dla straży, a przecież tylko tego chcemy, prawda? Pomagać strażnikom.

Popatrzył się na ścianę piasku, myśląc ile może tak sobie stać. Kilka minut, godzin? Nie zawahał się podzielić swoimi przypuszczeniami ze swoją towarzyszką:

- Jak myślisz, ta piaskownica będzie tu stać długo czy zaraz jakiś... królewski mag się jej pozbędzie?

Niestety, nie dane mu było usłyszeć odpowiedzi, gdyż - jak w sumie myślał - wszystko się szybko skończyło, a jakiś kretyn postanowił prysnąć mu światłem po oczach.

- Sądzę, że powinniśmy się iść przewietrzyć.

(Tragiczny Romantyk) Mag używający wcześniej magii błyskawic natychmiast przywołał 3 grube drewniane kolumny, które otuliły wszystkich (prócz wywiadu oczywiście LIME) w pomieszczeniu. Było to specjalne zaklęcie anty-magiczne. Pochłaniało ono energie potrzebną do używania zaklęć.

(Olaice) - Trochę zbyt późno szanowny pan na to wpadł... - westchnęła i wróciła pod stół.

(Jatutylkospamie) Draco oglądał całe widowisko z ulicy. Sytuacja była bardzo interesująca. Brakowało mu tylko piwa!

(Erachat) Wywalił się z baru i spadł na podłogę.

CENZURA.

(Limenhu) - Jakie niemiłe huncwoty - wyzywał siarczyście, upadając na ziemię i znajdując się pod stołem, zaraz obok kobiety. Uśmiechnął się do niej pięknie, ukazując cały rząd ząbków. - Słuchaj, wiem, że trochę za wcześnie pytam, ale czy umiesz czarować? - Nigdy jeszcze nie zadał tego pytania. Ona była pierwsza, jednak sytuacja też do codziennych nie należała. A osłabienie które przychodziło, tylko przyśpieszało jego procesy otwierania się na nowe znajomości.

(Olaice) - Nie za szybko, Casanovo? Owszem, umiem, znam się na naturze, to ja zrobiłam wczoraj drzewo na ulicy - odpowiedziała.

(Tragiczny Romantyk) Nagle do karczmy wbiegło kolejnych dwóch przedstawicieli Armii Hilldardzkiej. Bez większego zastanowienia rzucili się oni na trójkę z wywiadu. Przebili ich strumieniami błyskawic skumulowanymi na powierzchni palców. Po śmierci magów, wszystkie wywołane przez nich zaklęcia również zniknęły.

- Byli to działacze liberalni poszukiwani przez wywiad od dłuższego czasu. Mruknęli na "uspokojenie" ludzi chociaż za bardzo im to nie wyszło.

- W miejscu tej karczmy powstanie nowy lokal. Pan chyba i tak planował rozbudowę, prawda?

- Ta,ta,tak. Odparł wystraszony barman.

- No to my się już zwijamy no i witamy w Hilldari. Taki rzeczy są tu dość emm, powszechne. Przepraszamy za utrudnienia w życiu. Rzucili sprawnie z desperackim uśmiechem na twarzy i zniknęli - przeteleportowali się używając magii umysłu.

(Erachat) - Co za kraj. - westchnął i usiadł na ziemi. - Poda ktoś piwa bohaterowi?

(Jatutylkospamie) Wszedł do zrujnowanej karczmy. Cala sytuacja była bardzo interesująca. Usiadł przy barze na jednym z ocalałych krzeseł.

(Limenhu) Oglądało wszystko, uważnie studiując każdy ruch i słowo strażników. Uczył się na ich błędach, powielał ich wątpliwe sukcesy. Podobno wiedza przychodziła z czasem; teraz przyszła wraz z wypitym kuflem piwa. Jednak to co wydarzyło się zaraz "po" pytaniu, nieco zburzyło cały światopogląd Elma, zmuszając go do zachowania zimnej krwi.

- Wychodzę z tego bagna, idziesz? - zapytał, wywracając stół i podając rękę kobiecie. Nikt nie miał z żadną aż tak bliskiego kontaktu. Oczywiście, siostra to było zupełnie co innego. - Nie podoba mi się tutaj.

(Tragiczny Romantyk) Kirr ruszył w stronę karczm, miał nadzieję wślizgnąć się do jednego z pokoi i przenocować w nim. Za darmo oczywiście.

(Olaice) - Piwa chyba trzeba szukać w innym przybytku, to tutaj to zwykle siki - powiedziała tonem znawcy. Usłyszała to od jednego z pijaków jeszcze w dzieciństwie i tylko czekała żeby to powiedzieć.

Skorzystla z podanej reki.

- Musze zabrac to co zostalo z moich rzeczy z pokoju na pietrze. Jestem Deidre, jakbys potrzebowal, pracuje w bibliotece dwie ulice stad.

(Glek) Karczma wyglądała jak pobojowisko. Smród czadu, połamane meble, kilka trupów i wystraszeni ludzie. Nie zważając na to oparł się o ścianę, wyjął z torby butelkę piwa, otworzył ją po czym małymi łykami ja opróżniał.

(Limenhu) - W innej sytuacji już by mnie tutaj nie było, jednak patrząc na tych wszystkich dzielnych wojaków, jednak wolę dotrzymać ci towarzystwa.

Jak powiedział, tak zrobił. Ruszył zaraz za kobietą, z uwagą studiując podłogę, która stała się niezłą kupą. Krew, mięso, piwo; wszystko. I najlepsze było to, że właśnie kufel sików to wszystko załatwił.

Kiedy już znaleźli się przed pokojem Deidre, młodzik wreszcie nie pozostał dłużny.

- Pośpiesz się trochę. Elmo jestem.

(Tragiczny Romantyk) Jego czternastoletnia, chuda noga dotknęła właśnie framugi drzwi. Spojrzał na przypaloną i całą zniszczoną karczmę.

- Co tu się stało? Zapytał słodkim, niewinnym głosikiem osoby wewnątrz karczmy.

(Olaice) - Ciekawe imię - skomentowała wchodząc do pokoju i zbierając pozostawione rzeczy do lnianej torby. - Od kiedy jesteś w tym mieście?

(Erachat) Gustav trochę zmęczony spojrzał na dzieciaka. - Dorośli się bawili. - podniósł zdobyczny kufel i sam sobie napełnił go piwem, skoro karczmarza i tak nie było.

(Subject Z) Sahir wyczerpany po podróży miał zamiar odpocząć przy kuflu schłodzonego piwa w jednej z miejskich karczm, jednak najbliższa najwyraźniej miała kłopoty. Z początku wyglądało niegroźnie, jakaś zwykłą karczemna bójka, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się bło nieciekawie. Bez zahamowań starał się podejść jak najbliżej i dokładniej przyjrzeć.

Cześć jestem Bartek i w imię dawnych czasów jestem w stanie zadedykować stronę nikomu innemu jak Kargulcowi. W ogóle lov i niszcz światy kumplu.