Hilldaria - część III

(Tragiczny Romantyk) - Możesz spróbować. Tak się napiłeś, że raczej mnie nie trafisz. Burknął arogancko.

- Dobra, dobra. Przepraszam. Dodał po chwili drapiąc się po srebrnej czuprynie.

(Olaice) - Raczej nie bogata, jak i ja, ale czego się spodziewać po bibliotekarce i zielarce? - roześmiała się. - Taaak... To chyba była magia umysłu... Tez bym tak chciała...

(Erachat) Przysiadł sobie ciężko na jedynym ocalałym krzesełku. - No, tutaj się nie prześpisz. Szukaj innej karczmy, karzełku. - wyrzucił za siebie pusty kufel.

(Karagni) Na szczęście jej pokój nie był zniszczony. No, pomijając lekko iskrzące się deski na podłodze. Pospiesznie zabrała wszystkie swoje rzeczy i wpakowała je do torby. Zeszła na dół oddając klucz właścicielowi. Jakoś niezbyt mile widziało jej się spanie tutaj. Zrezygnowana usiadła przy barze i zamówiła piwo.

(Tragiczny Romantyk) Momentalnie wypluł sok i rzucił butelką o ścianę. Spojrzał na młodzieńca rozwścieczonym spojrzeniem.

- Gdyby nie to, że jesteś pijany zabiłbym Cię śmieciu. Warknął po czym jednym susem czmychnął na piętro karczmy.

(Erachat) Spojrzał na niego równie wściekło i ruszył za nim. Na schodach się wywrócił, ale nie przerwał pościgu. - Chodź tutaj! - ryknął i odkorkował kosz.

(Tragiczny Romantyk) Wpadł do pierwszego lepszego pokoju, który miał otwarte drzwi i z impetem wskoczył w okno. Rozbił szyby raniąc się lekko przy tym ale jednak uciekł. Wdrapał się na wyższą część dachu obserwując okno z, którego wyskoczył.

(Erachat) Podbiegł do okna z którego wyskoczył młody. Wychylił się z niego i spojrzal w górę.

(Limenhu) Skoro nie wytyczyła żadnego celu, to Elmo uznał za słuszne, żeby iść jak najdalej od karczmy. Idealny cel.

- Przynajmniej masz stały zarobek - wymruczał, chcąc chociaż udać, że był rozbawiony. Ale nie był. Złość, że nie mógł zrobić czegoś porządnego, a zarazem dobrze płatnego, niszczyła go od środka. A nie mógł pozwolić, by z siostrą znowu wylądować na ulicy. - Ja nie mogę sobie pozwolić na taki luksus - dodał, mimowolnie mówiąc więcej, niż powiedzieć chciał.

(Gastly) Lisz kolejnej nocy szybkim i zdecydowanym krokiem podążał do miasta Hilldarii. Nadal tą samą, dobrze poznaną trasą. Minął miejsce w którym wczoraj spotkał tamtą dziwną dwójkę i przez moment zatrzymał wzrok na truchle wiewiórki, które od napuchnięcia unosiło się na tafli wody. Włożył dłoń do kieszeni mając tam uprzednio przygotowaną fiolkę i kontynuował marsz w kierunku bramy.

(Karagni) Upiła łyk złotego napoju, po raz pierwszy od wielu miesięcy. Jej, musiała powiedzieć jedno - smakował okropnie. Ciągle nie wiedziała czemu niektórzy aż tyle tego piją. Westchnęła i schowała twarz w ramionach położonych na blacie.

(Gastly) Shaal'Zad zbliżał się już do bramy, czaił się mimo wszystko w cieniu drzew i czekał na moment aż straż znowu dokona tej samej nieudolnej zmiany zostawiając wejście na kilka chwil niestrzeżone. Pewnie poradziłby sobie z dwoma strażnikami, ale po co ma tracić na to swoje siły, równie dobrze zawołają kolejnych, a po masakrze wszyscy będą polować na głowę czarnoksiężnika. To zaburzy jego spokój i pokrzyżuje niektóre plany.

(Olaice) - Dlaczego? Rak do pracy nigdy za wiele - uśmiechnęła się. - Ciekawe co trzeba zrobić, żeby moc się tak teleportować... Jeśli chcesz mnie odprowadzić, to na następnym skrzyżowaniu w lewo.

(Limenhu) - Praca w bibliotece? Naprawdę sądzisz, że ktokolwiek by zatrudnił mnie? Gościa wyglądającego jakby mógł zabić niemowlę? - Jakby na potwierdzenie swoich słów, znowu wyjął sztylet i zaczął nim grzebać pod paznokciami. Lubił mieć je czyste. - Sądzę, że wszystko jest do opanowania, ci strażnicy nie wyglądali na ogarniętych, a ich dupska i tak nam sprzed nosa zniknęły - zaczął porzucony temat. Teleportacja? Pierwszy raz w życiu widział takie coś. A przydatna byłaby to sztuczka, nawet bardzo.

(Olaice) - No przecież, myślisz ze ktoś zatrudniłby obłąkana wsiowa zielarkę? - mrugnęła do niego. - Znasz się na magii umysłu? Bo jeśli tak, to moglibyśmy... spróbować.

(Limenhu) - Przynajmniej mają inny, konkretny powód - odpowiedział i również mrugnął, a na jego twarzy zakwitnął słaby uśmiech. - Znać? Można tak powiedzieć. Wiem co nieco, jednak chyba moją domeną jest bardziej umysł niźli... robienie taaaaakich rzeczy. Choć możemy spróbować. Teraz?

(Olaice) - Co nam szkodzi? Jak czarujesz? Słyszałam, ze niektórzy używają jakichś patyków, żeby sobie pomoc, a inni skupiają magie w słowach. Ja raczej nie używam tych metod, wole robić wszystko samym umysłem... Ale jeśli tak będzie ci łatwiej...

(Limenhu) - Po prostu myślę. I tyle. A wszystko przychodzi... sam, tak znikąd. - Żeby jeszcze bardziej to zademonstrować, poruszył rękami, robiąc "puff".