Hilldaria - część IV

(Tragiczny Romantyk) W pewnym momencie postanowił skręcić w głąb lasu. Tak bez większego celu, miał nadzieję, że się nie zgubi. A nawet jeśli to co. Raz się żyje.

(Olaice) Sięgnęła do torby i wyjęła kilka zasuszonych liści. Wcisnęła mu je do reki.

- Jeśli zmienisz zdanie, włóż to do buzi i trzymaj pod językiem. Nie boj się, nie założę ci opatrunku, kiedy się odwrócisz - westchnęła wracając do książek. Wyjęła jedna z nich i zaczęła przeglądać spis treści.

(Karagni) Zdążyła sobie lekko poranić palce uderzając dwoma krzemieniami o siebie, ale w końcu udało jej się rozpalić ognisko. Nadziała ryby na patyki i postawiła nad ogniem. W tym samym czasie postanowiła wyjąć swój zestaw małego alchemika i rozpocząć warzenie wywarów.

(asghan) - Mm. No tak. To by wymagało obserwacji, a nie chce mi się siedzieć na drzewie przez trzy godziny. Może ich po prostu wymordujmy, skoro nie chcesz przebierać w środkach?

(Tragiczny Romantyk) Szedł wzdłuż jakiegoś śmiesznego, wartkiego strumyku. W końcu postanowił pobawić się w wywiadowcę i zaczął się skradać od krzaka do krzaka, od drzewa do drzewa niczym jakaś ułomna wiewiórka.

(Jatutylkospamie) - No taki był plan od początku. Planem B były szybkie nogi i łut szczęścia. - Powoli szedł wzdłuż ogrodzenia. Szukał jakiejś dziury albo słabego miejsca. Głupiemu zawsze dopisuje szczęście i udało mu się znaleźć wyrwę w ogrodzenie. Przeszedł przez nią i znalazł się w obozowych krzaczyskach.

(Limenhu) - Jak myślisz, uda nam się? - mówiąc to, schował listek do rękawa. Nie chciał go wziąć, co to, to nie. Po prostu musiał później sprawdzić, co to do jasnej cholery jest.

(Devs) Harkyn zbliżał się powoli do obozu liberałów. Był już odrobinę zmęczony. Przebył kawał drogi, pieszo. W dodatku musiał być niesamowicie ostrożny. W końcu jest cholernym paladynem i to co robi, nie jest zbyt okej według Zakonu.

(Tragiczny Romantyk) Po chwili jednak znudziło mu się skradanie i zaczął biec skacząc po kamieniach i nad konarami drzew.

(asghan) Pokiwał głową ze zrozumieniem i również przeszedł przez wyłom.

- No, z dwudziestu tu jest co najmniej. - Oszacował szybko liczbę osób, które widział. - A pewnie więcej w namiotach.

(Devs) W końcu dotarł na miejsce. Przez chwilę rozglądał się to tu, to tam. Chciał się upewnić, że nikt go nie śledził. Miałby na prawdę przesrane, gdyby ktoś się dowiedział.

Nagle usłyszał głos mężczyzny.

- Kto idzie?

- Człowiek, który bez problemu zmiażdży Ci czachę, a potem naszcza do gęby. - odpowiedział pewny Harkyn.

- Właź.

Strażnicy otworzyli mu bramę. Szybko wszedł do środka i skierował się tam, gdzie wskazał mu jeden z liberałów.

(Jatutylkospamie) - Tak więc będzie ciekawie. - Zamilkł. - Umiesz szybko biegać? - Spytał retorycznie. Korzystając z chwili spokoju podbiegł do jedne z żołnierzy. Zasłonił mu usta i podciął gardziel.

(Olaice) - Angelica sinensis, to raczej... kobiece zioło, do tego powinno być w korzeniu, ale to moja ostatnia przeciwbólowka, wiec doceń - mruknęła. - To chyba to, jest cały rozdział o teleportacji!

(asghan) Uśmiechnął się i skoczył do przodu, dwoma susami dopadając najbliższego gwardzistę. Chwilę później ten leżał już, zakrwawiając Tangacie spodnie.

(Jatutylkospamie) - Czterech leży. Jeszcze tylko kilkunastu. - Powiedział półszeptem. Podszedł do namiotu i zajrzał do środka. Jedna osoba leżała na łóżku. Długo nie pożyła.

(Devs) Wszedł do namiotu.

- W końcu jesteś, dłużej nie można było?- spytał przywódca.

- Zamknij się. To ja tu ryzykuję, musiałem być ostrożny.

- Tak, tak. Masz wszystko?

Nie odpowiedział, po prostu rzucił torbę na stół. Liberał aż narobił w gacie z zachwytu. Nie dosłownie, nie skakał też ze szczęścia, ale Harkyn wiedział, że cieszy się w duchu.

(Nirameja) Tragiczny Romantyk: Zaczepiłeś o jedną z gałęzi i po prostu runąłeś głową w dół, zatrzymała Cię jedna z gałęzi dopiero po dziesięciu metrach. Nieźle się poobijałeś, narobiłeś dużo hałasu i rozciąłeś sobie prawy nadgarstek. Zapewne zwróciłeś uwagę wszystkich w okolicy, a na dodatek wystraszyłeś wszelkie ptaszyska z drzew wokół siebie.

(Limenhu) - Anga sinesi, świetnie, bo na pewno będę wiedział co to - mówiąc to, spróbował wstać z krzesła, co spotkało się ze stanowczą odmową pleców i wyraźnym protestem lewego biodra. - Co tam masz?

O dziwo, udało mu się podejść do dziewczyny, w międzyczasie wciskając do ust ten głupi liść.

(Karagni) Mieliła w moździerzu zioła raz po raz obracając piekące się ryby. Miała nadzieję, że uda jej się stworzyć sporo lekarstw na sprzedaż, a może nawet zostanie zauważona przez jakiegoś medyka. Odgarnęła kosmyk włosów z czoła i kontynuowała pracę w skupieniu.

(asghan) Usłyszał świst nadlatującej strzały. Odskoczył w porę, a ta wbiła się w namiot.

- No, element zaskoczenia elementem zaskoczenia, ale co za dużo to nie zdrowo.

Mężczyzna z łukiem zaczął się wydzierać na cały głos, jednocześnie wyciągając drugą strzałę. Tangata popędził w jego kierunku, jednocześnie zaklęciem osłabiając ziemię pod jego nogami, która natychmiast się osunęła, prawie przewracając go na ziemię. Złapał równowagę, ale nie wystarczająco szybko, żeby zasłonić się przed szerokim ostrzem klasycznego sztyletu wbitym w bebechy.

(Olaice) - Ciumtaj, a nie gadaj - zganiła go. - Według tego trzeba skupić się na miejscu do którego chcemy dotrzeć i porzucić świadomość miejsca w którym jesteśmy... Brzmi nieźle. Jeśli chce przenieść się do lasu, muszę poczuć zapach drzew, usłyszeć śpiew ptaków i przestać słyszeć korniki wędrujące przez regal...

(Devs) Zdążyłem zauważyć.

Przywódca teraz to już na serio się osrał.

- Walka.. - powiedział pod nosem Harkyn.

- Co teraz?- spytał go liberał.

Podszedł do wyjścia z namiotu i spojrzał na niego przez ramię.

- Teraz? Teraz radźcie sobie sami. Nie mój interes w tym, co z Wami będzie. Zrobiłem to, co do mnie należało.

Wybiegł z namiotu. Skierował się w stronę prowizorycznej stajni. Nie zamierzał wracać pieszo. Po drodze mijał strażników, którzy biegli w miejsce walki.