Hilldaria - część V

(Karagni) Obudziła się leżąc oparta o drzewo. Przy jej nogach dogasał żar wczorajszego ogniska. Rozciągnęła się i rozmasowała bok. Nie lubiła nocować na ziemi. Wstała i powędrowała w stronę strumienia.

(Jatutylkospamie) Draco postanowił przeszukać domniemanego dowódce. Poza sakiewką znalazł też list. Niemal krzyknął z szczęścia. Było to zaproszenie do Red Rose. Uradowany mag z uśmiechem na ustach odrąbał głowę. Była mu ona potrzebna jako dowód w sprawie. Zapakował ją do worka i zebrał się do drogi.

(Nirameja) Jatutylkospamie: Z worka obficie płynęła krew, dlatego też poplamiłeś sobie większą część spodni krwią ofiary. Zobaczyłeś to dopiero gdy byłeś w środku drogi, a to pech. Lepiej żebyś nie natrafił na jakiegoś strażnika, bo będziesz miał mały problem.

(Jatutylkospamie) - Krew. Cholera. - Zapomniał by jakoś zabezpieczyć głowę, to to teraz miał problem. - Przydałby się jakiś strumień. Albo nowe spodnie. - Powiedział sam do siebie.

(Olaice) - Lepiej nie, bo zasnę. Niedługo będzie świtać - zwróciła mu uwagę i zamknęła książkę - Więcej się z niej nie dowiemy. Trzeba wyobrazić sobie niesamowicie dokładnie miejsce w którym chcemy się znaleźć i uwierzyć ze tam jesteśmy... Wracamy, czy szukamy czegoś jeszcze?

(Limenhu) - Szukajcie a znajdziecie, czyż tak nie mówił jakiś eunuch piszący mądre książki? - zapytał, próbując się podnieść. Mniej więcej mu się to udało, mniej więcej, bo jednak nie obyło się bez upadku kolejnych kilku grubych tomiszczów. Niestety albo stety. - Te liście takie trochę słabe są, co?

(Olaice) - Zaraz zaczną działać, to musi się dostać do krwiobiegu... - upomniała go, wyciągając kolejny tom. - Tutaj są obrazki - ucieszyła się. - Jest człowiek stojący w pokoju, potem zamyka oczy, na trzecim wokół niego pojawia się ogród z kolibrem, a na czwartym otwiera oczy i ogród nabiera dodatkowych kolorów, pojawiają się tez nowe rośliny, ale za to znika koliber... "Magia szuka miejsca, które jest najbardziej podobne do tego, w którym jest nasz umysł i czuje, ze jesteśmy tam a nie tu, gdzie jesteśmy na prawdę. Faktem jest jednak, ze w tym momencie nie istniejemy nigdzie, a istnieć zaczynamy dopiero, kiedy magia odnajdzie swój cel i umieści nas tam, gdzie - według niej - byliśmy zawsze. Teleportacja jest wiec sposobem na reinkarnacje i ponowne narodzenie"...

(Nirameja) Jatutylkospamie: Po drodze do jakiegoś strumienia natrafiłeś na dziwne znalezisko, a raczej na kogoś kto był dziwnym znaleziskiem. Wyglądał jak jakiś mag voodo czy coś w ten deseń, miał na sobie krótki płaszcz i twarz wymalowaną białą farbą, a skórę miał w kolorze brązu. Patrzył na Ciebie, a raczej na twój pakunek. Wskazał na niego palcem dodając. - Chcę tego.

(Jatutylkospamie) Wryło go. Położył dłoń na rękojeści i odpowiedział. - Ja chce słonia na złotym łańcuchu. - Uważnie obserwował ruchy dziwnego człowieka.

(Nirameja) Jatutylkospamie:

- Zapłacę, ale chcę tego. - Mężczyzna chyba dobrze wiedział co jest w torbie, wyglądał nieco przerażająco. Z kieszeni płaszcza wyciągnął trzy ludzkie palce, a na jednym był złoty pierścień z małym kryształem. Zdjął go i zacisnął pięść wyciągając w jego stronę dłoń. - Trzy palce, oraz błyskotka za to. - Ponownie skinął głową na torbę.

(Karagni) Przemyła twarz i napiła się wody. Chłód podziałał na nią pobudzająco. Wróciła do swoich rzeczy i zaczęła zbierać ususzone mieszanki i maści, które zrobiła poprzedniego dnia. Uznała, że wróci do miasta i poszuka tam jakiejś pracy.

(asghan) - Waa. Kurde, przysnąłem. - Tangata roztarł kark i przeciągnął się. - Co, zniknął? A moje pieniądze? I mój obiad? Ugh. - Pokręcił głową i zaczął przeszukiwać trupy. Ktoś tu musiał mieć chociaż trochę pieniędzy, nie?

(Jatutylkospamie) - Wiesz, dzięki za ofertę ale ludzkie palce mnie nie interesują. - Patrzał z zdziwieniem na człowieka. Oczadział czy co? - Przyjmuje wyłącznie złoto i kamienie szlachetne. - Kto płaci palcami?

(Devs) Harkyn przechadzał się po dzielnicy szlacheckiej. Miał spotkać się z informatorem z Zakonu. Sam wolał nie pokazywać się przez jakiś czas. Nie możliwe, by ktokolwiek go podejrzewał o jakąkolwiek zdradę, ale lepiej jest zachować ostrożność.

(Nirameja) Jatutylkospamie:

- Ja potrzebuję tego, dodam do oferty trzy fiolki krwi i pięćdziesiąt monet. - Odpiął od pasa mieszek, wystawił w jego stronę całą garść różnych przedmiotów. Widać było po nim że się denerwował, może warto było przyjąć jego ofertę?

(asghan) Kilka monet po kieszeniach tu i tam, jakiś tani pierścień czy wisiorek. Nic specjalnego. Tangata pokręcił głową i wstał od ostatniego trupa. Może powinienem wziąć jakieś trofeum? .

(Limenhu) Kiedy miała już dokończyć, przyłożył jej dłoń do ust, cofając się do tyłu, zaraz za wielgachny regał z książkami. Od dłuższego czasu już coś słyszał, a teraz był pewien, że to "coś" słyszało i ich. Więc nie bacząc na dobre maniery, musiał przymknąć swoją koleżankę. Nie wiedział wszak, co to mogło być.

Przegonił świetliki, mając nadzieję, że księżyc wpadający przez okno, będzie wystarczający, by zobaczyć cokolwiek. Bo tym razem ciemność nie była jego sojusznikiem.

Powoli zdjął dłoń z twarzy bibliotekarki, jakby martwił się, że tamta zacznie przeraźliwie krzyczeć. Jednak do tego nie doszło, a on dotknął jej ramienia i skinął głową wprzód. Co z tego, że prawdopodobnie nie dostrzegła tego ruchu. Może jednak zrozumiała, o co chodzi. Niestety, nie było czasu na dalsze ceregiele; najpierw usłyszeli... wąchanie. Głośne wdychanie powietrza. Najdziwniejsze było to, że kroków nikt nie był w stanie dosłyszeć, wyglądało to tak, jakby wiatr powąchał czy śmierdzi mu pod pachą. Albo coś w tym stylu.