Hilldaria - część VII

(Limenhu) Tym razem skierował się prosto do karczmy. Nie krążył, nie zbaczał z drogi; parł uparcie do przodu, wreszcie znajdując upragnione miejsce spoczynku. Nie zwrócił uwagi na niemrawe przywitanie karczmarza, ani na nerwowe spojrzenia kelnerki. Nie widział nic, po prostu był zbyt zmęczony.

- Flint, kładź się spać - mruknął, otwierając drzwi do pokoju. Nie podobało mu się to, że siedziała, ale miał to teraz gdzieś. Nawet nie ściągnął butów, legnął po prostu na łóżko, nie interesując się tym głupim światem.

(Sasphirkaxd) Z uwagą prześledziła wzrokiem ścieżkę od drzwi do łóżka przebytą przez brata. - Nie chcę. - powiedziała jakimś takim nieswoim głosem, po czym zaskoczyła na ziemię i sprawnie odwróciła się na pięcie twarzą do rozmówcy. - Gdzie byłeś?

(Limenhu) - Dzisiaj, wczoraj... czy cztery dni temu? - Ziewnął, zamykając oczy i kładąc sobie dłonie na brzuchu. W jego głosie dało się usłyszeć kpinę, a jakże. Jednak on nie robił tego dla siebie, wszystko było dla niej. Tylko dla niej.

(Sasphirkaxd) Wyprostowała się, jak do wygłoszenia jakieś uroczystej przemowy i chrząknęła cicho. - Musisz przestać się mną opiekować... tak bardzo. I... musisz znaleźć sobie żonę. - powiedziała, mrugając ze zdziwieniem, jakby sama nie dowierzała w to, co mówi. Potem spojrzała na niego kontrolnie, w obawie o reakcję.

(Limenhu) Zamknął jedno oko, kiedy Flint się zapowietrzyła. Słuchał jednym uchem, choć na to nie wyglądało. Dopiero kiedy skończyła, zamknął drugie ślepie i wciągnął głośno powietrze, układając się wygodnie na senniku.

- Za pięć minut, Flint, za pięć minut - wycharczał, chcąc wreszcie się uśpić.

(Sasphirkaxd) Przestąpiła z nogi na nogę, nadal utrzymując śmiertelnie poważną minę.

- Jeśli nie weźmiesz moich słów na serio to wyjdę stąd i już więcej nie wrócę. - pogroziła. W międzyczasie odsunęła się od łóżka i sięgnęła po swoją torbę, żeby dodać sytuacji dramatyzmu.

(Limenhu) - Odejdziesz, znajdę cię - zaczął, nawet nie siląc się na otwarcie oczu. - Tylko miej świadomość tego, że każda osoba która będzie obok ciebie, zginie. - Przewrócił się na bok, wreszcie otwierając ślepia i patrząc na Flint. - Niedługo wypływam, więc będziesz mogła odejść, gdzie tylko chcesz.

(Sasphirkaxd) Uniosła brwi i rozdziawiła buzię, niemal wypuszczając torbę z dłoni. - Co robisz..!? Przecież ty utoniesz! Nie potrafisz pływać! Nawet żabką... Wpadniesz jak kamień w wodę i już nigdy cię nie zobaczę. - zaczęła jawnie panikować. Nawet nie musiała silić się na dramatyczny ton.

(Limenhu) Więc będzie ci łatwiej uciec. A skoro miałaś już iść, to idź, bo chcę spać.

Odwrócił się do ściany, zamykając oczy i starając się nie zwrócić uwagi na Flint.

(Sasphirkaxd) Fuknęła pod nosem, otrząsając się z zaskoczenia. Zostawiła torbę w spokoju i na powrót wskoczyła na łóżko.

- Nie ignoruj mnie.

Pochyliła się nad twarzą brata i wbiła w niego spojrzenie swoich wielkich ślepii.

(Limenhu) Nie odpowiedział. Po prostu leżał, a kiedy się do niego zbliżyła, po prostu głośniej sobie chrapnął. Bo co miał niby robić? Nic!

(Karagni) Obudziło ją skrzeczenie łóżka, które było co najmniej niewygodne. Jakiś kawałek deski uwierał ją całą noc w plecy. Już teraz mogła stwierdzić, że będzie miała wielkiego sińca. Wstała i ziewnęła. Jakkolwiek posłanie nie należało do najwygodniejszych, zapewniło jej całkiem spokojny sen. Czuła się o wiele lepiej niż w nocy w lesie. Założyła nie siebie swoją białą tunikę oraz płaszcz, po czym zeszła na dół.

(Jatutylkospamie) Znajdował się przy wyjściu z domu aukcyjnego. Przyjęcie było nad wyraz nudne, ale udało mu się osiągnąć to co chciał. Igła spoczywała bezpiecznie w malutkiej saszetce przy skórze. Teraz musiał wydostać się tłumu elity. Bal utwierdził go w przekonaniu że nie nadaje się na arystokratę. Zmierzał w kierunku karczmy.

(Olaice) Deidre sprzątała bibliotekę po wizycie wilko-człeka. Nikt nie wiedział skąd się wziął ani gdzie się podział, ba, nikt nie wiedział ze był tu jakiś wilko-człeka. Po prostu ktoś zniszczył polowe działu o magii umysłu i część o magii wody, a ona musiała to wszystko naprawić.

(Karagni) W chatce nikogo nie było, ani medyka, ani pacjentów. Zdziwiło ją trochę, że zostawił ją samą, lecz po przemyśleniach stwierdziła, że tu pewnie nie ma nawet co ukraść. Podeszła do stojących szafek i zaczęła je przeglądać. Zorientowawszy się, że są tam jedynie zioła i lekarstwa wyszła na zewnątrz i skierowała się w stronę rynku.

(Olaice) Książka o teleportacji trafiła na swoje miejsce. Deidre przeczytała już cala, jednak nie próbowała teleportacji od tamtego czasu. Biblioteka była pusta, skrzypiąca i malownicza, co prowokowało niebezpieczne pomysły. Dlaczego by nie? Moze tak do działu o magii natury? Sprawdziwszy czy na pewno nikogo nie ma w budynku zamknęła oczy i skupiła się na charakterystycznych elementach tamtego "pokoiku". Kiedy była już pewna, ze coś się stało rozejrzała się. Historia... Bardzo blisko, jednak za daleko... Trzeba nad tym popracować. Zamiast próbować po raz kolejny wybrała się na krotki, bo kilkumetrowy spacer. Miala pewien pomysł, który trzeba było skonsultować z tomiszczem o poważnie i naukowo brzmiącym tytule i zardzewiałej okładce.

(Sasphirkaxd) Ziewnęła cicho, siadając sobie we wnętrzu jednej skrzyń w porcie. Nie było tak źle, jak na początek. Wszak było jej ciepło, sucho i nie musiała obarczać się świadomością, że Elmo rezygnuje z własnego życia. Dla niej. - Jutro znajdę pracę, Mike. To nie może być trudne. - mruknęła, próbując opanować nadchodzące zewsząd zmęczenie. Umieściła sobie pajączka na ramieniu i zajęła się blokowaniem drewnianego wieka od środka.

(Devs) Harkyn i jego ekipa dojechali do obozu liberałów. Tego większego, głównego. Chwilę będę musiał poczekać zanim mnie przyjmie.

(Karagni) Przechadzała się po parku raz po raz wgryzając się w trzymane w dłoni czerwone jabłko. Na rynku udało jej się wyczaić całkiem dobrą okazję, więc jej torba była teraz przepełniona owocami. Stała przy fontannie zastanawiając się, gdzie podział się jej nowy nauczyciel.