Hilldaria - część VIII

(Olaice) - Dopiero, kiedy byłbyś naprawdę doświadczony w tej dziedzinie. Tak twierdzi autor. Na początek można by zmieniać długość palców, żeby opanować podstawy... - zamyśliła się. Przestawiła stopę, żeby się nie przewrócić i znów uderzyła w drabinę. Zaklęła cicho. - Dzieki temu moglibyśmy leczyć rany, albo nawet tworzyć zwierzęta lub rośliny z kawałka skały!

(Limenhu) - Chodż. Weź księgę - powiedział, nagle się zrywając i idąc w stronę tylnego wyjścia. - Żwawo, bibliotekarko.

(Olaice) - Opanuj się! Musze zaczekać aż ostatni wyjdą, a ktoś jeszcze się tu kreci - zwróciła mu uwagę. - Książka jest w torbie, jeśli chcesz przejrzeć - wskazała głową lniana torebkę leżącą pod krzesłem.

(Limenhu) - Wolę poczekać, milady. - Wstał, okrążając bibliotekarkę, a później stając na wprost niej. - Ile ci płacą za czytanie nudnych tytułów i wyganianie huncwotów? - zadał pytanie, by następnie dodać: - Ile jeszcze czekać musimy?

(Olaice) - Nie wiem, patrze na ciebie, a nie na pseudointelektualistów - wzruszyła ramionami. - Placa tyle, ze wystarcza. Nie za dużo, ale na ulice nie trafie.

(Limenhu) Znowu usiadł na stołku, pokazując drugi.

- Mam do ciebie... sprawę - zaczął niepewnie... nieco się rumieniąc? Czyżby to w jakiś sposób, możliwe było?

(Olaice) - A jaka to sprawa? - uniosła brew, nieco zdziwiona. Omiotła spojrzeniem okolice. Jeszcze dwóch maruderów czytało broszurki o magii wody. Uśmiechnęła się sarkastycznie i usiadła na stołeczku.

(Karagni) Szybkimi ruchami szatkowała zioła i wrzucała je do garnka z gotującą się wodą. Zaczynała być lekko podirytowana, miała mimo wszystko nadzieję, że zacznie leczyć ludzi. W pewnym momencie usłyszała za sobą kroki. Gwałtownym ruchem odwróciła się z wyciągniętym przed siebie nożem tylko po to żeby ujrzeć stojącego przed nią medyka. W ustach trzymał dymiącą fajkę, a ręce trzymał w kieszeniach starej kamizelki.

- Chodź za mną. - Rzucił krótko i skierował się do wyjścia.

Dziewczyna nie odpowiedziała nic, lecz zdjęła wywar z paleniska i zaczęła gasić ogień.

(Limenhu) - Ym... Bo... wiesz... - przemówił wreszcie, a jego uszy stały się czerwone. - Poduczysz mnie pisać?

(Olaice) - Jasne, a nie umiesz? - zdziwiła się. - W sumie to jeszcze jakiś czas temu tez nie umiałam...

(Karagni) Jakimś cudem udało jej się dogonić mężczyznę. Musiała przyznać, że był dosyć żwawy, choć nie wyglądał.

- Gdzie idziemy? - Zapytała, lecz nie uzyskała odpowiedzi. Postanowiła więc milczeć.

(Limenhu) - Umiem, ale... napisać swoje imię i nazwisko - przyznał, ale natychmiast się poprawił: - Jeśli komuś powiesz, to ten ktoś następnego dnia nie dożyje, jasne?

Olaice, 2016-05-20 22:28:41 napisał:

- A ja dożyję? - zastanowiła się. - Raczej tak. W końcu mam cie nauczyć... Kiedy?

Pierwszy odciągacz wyszedł z budynku bez "do widzenia".

(Karagni) Nieco zdziwiła się kiedy nagle skręcili w jakieś ciemne uliczki. Łagodnie mówiąc zaczęła być podejrzliwa. Czuła burzę wewnątrz siebie, jej magia wrzała w każdej chwili gotowa do uwolnienia. Czekała jednak aż coś się wydarzy, cokolwiek.

(Limenhu) - Kiedy będziesz miała czas, bibliotekarko. - Uraczył wychodzącego krótkim spojrzeniem. Został tylko jeden.

(Karagni) Zdecydowanie nie spodziewała się, że dotrze do takiego miejsca. Gdzieś przy ścianach budynków stało kilka namiotów. Nędznie ubrane osoby wlokły się po okolicy. Usłyszała niedaleko płacz dziecka. Co prawda wiedziała, że jak w każdym mieście i tu zdarzą się biedacy, lecz ich natłok był dla niej szokiem.

(Limenhu) Zniecierpliwił się. Nie chciał siedzieć na dupie, czekać na nie wiadomo co i tylko patrzeć, kiedy zapuści korzenie. Został jeden, a w dodatku młody.

Wstał ze swojego miejsca, podchodząc do ostatniego czytelnika niczym zwyczajny człowiek. Poklepał go po ramieniu, uśmiechnął się, a kiedy zauważył, że tamten i tak patrzy się na niego, jak na śmiecia który właśnie upadł przed jego butami; skończył żartować. Wyszeptał mu na ucho parę słów, wręcz czując jak mimika twarzy tamtego się zmienia. I tylko bogom był dzięki, że gościowi nie puściły zwieracze, kiedy szybko zamiatał do wyjścia.

- To jak, idziemy? - zapytał, podchodząc do swojej koleżanki i uśmiechając się ślicznie.